Spring beauty

Don’t we all agree that spring is the most charming time of the year? Everything is changing outside, like literally. The birds don’t stop singing and the flowers don’t stop blooming. Circle of life. This specific type of fresh air will give you some sense of hope, motivation and energy to do more and be more. Everything seems to be more bearable. Are you one those people who feel this way? Good for you.

There is nothing more annoying than a sudden weather movement from 2°C and winter clothes to 18°C and bam. You’re sweating like a little piggy because you have no clue how to properly choose clothes. “It’s impossible to be this hot outside”. Nope. It actually is hot outside. And yesterday wasn’t.

Have I mentioned mood switching? You are feeling this empowering and inspirational batch of air few times a day. Almost everything becomes more colorful and so does your reality and dreams. For a moment you are positive thinking guru. Relatable? Of course. Too bad you can’t maintain it for the whole year. Your mind needs to bloom whatever your yard is or isn’t.

It’s also such a delightful time for allergic folks. The struggle is real and painful. You are flying on tissues, you haven’t slept for days and everything gets only more and more intense. It’s questionable what is really driving you forward but hey, spring is around, so you better be happy. Otherwise, the general picture is broken.

In the end, everything is mixing and you are just transforming into overwhelmingly mind blooming piggy drifting on the stunning meadow with tissues sucking the life out of you. Smile you rainbow throwing zombie, smile!

Netherlands, you’re doing it right!

It’s a beautiful country, full of interesting ideas, infrastructure, and chocolate sprinkles. Who else in Europe is parking their car next to the canal, like on the edge? One mistake and…your car is in the water. I guess you must have some confident drivers. Or reckless ones, because they are more strong with bikes so…the hell with cars and canals.

What’s more confident in Holland? People on bikes! Mann! They have a special place and special treatment there. It’s a movement and majority. Holland is a bike. That’s it. I dare you to fight them when they drive over your feet (had happened to me, almost!)

People in Holland speak at least three languages. English, German and of course Dutch. That’s a freaking skill. Maybe the secret is with all of the chocolate sprinkles they put every day on the bread. You eat – you speak. Hell yeah.

They’re the best water managers in the entire world. It’s amazing how they were forced by the mama nature to do so. Caring about the environment for their protection as well is something we should learn from them. Carry on.

Holland is green (hm. double meaning here). Their love for flowers, tulips, and watermills is stunning and cute. They care about nature not only in sense of protection but also as for appreciation and just general enjoyment. Effect? Awesome views, awesome landscape – full of colors.

It’s a rainbow country (hm. another double meaning). Sure, they have flaws. Who cares? Just take a bike, buy some tulips and go protect the environment while eating chocolate sprinkles. Just like that.

Coś wstało

To uczucie, które daje ciepło. Ot tak, znikąd. Nie potrafisz tego trafnie zinterpretować, ale jest ci słonecznie. Wszystko nabiera sensu. Niewiadomo jak i skąd. Ktoś nacisnął przycisk i jest dobrze. Kto? Ty.

To samoistne rozluźnienie. Ot tak, po prostu. Przyszło i zostało! Oby na dłużej albo w ogóle na zawsze. Niech tak będzie.

To wiecznie wyczekiwany sukces, który w końcu nabiera jakiegoś kształtu. Widzisz koniec mocno świecącego tunelu, który jeszcze niedawno był cały czarny i śmierdzący. Pragniesz tam być najlepiej na wczoraj. Bierzesz rolki i zasuwasz.

To długo przemijające zakłopotanie, stale towarzyszące, które nagle… poszło sobie do kogoś innego. Nudny jesteś, bo masz wszystko gdzieś i nieustannie wyczekujesz wszelkiego rodzaju pozytywności. A sio, problemy, a sio!

To małe zwycięstwa z dnia codziennego, które błyskawicznie zapominane, leżą na półce gotowe do śmieci. Zastosuj recykling, czasem naprawdę warto. Jest w tym coś zabawnie pięknego. Wystarczy przesortować i zachować.

To banalne i niedostrzegane gesty. Wielka radość tkwi w najmniejszych szczegółach. Otwórz oczy, największe szczęście jest tuż przed tobą. Tak zwyczajnie, w prostocie powszedniości.

To błyskawicznie napływająca myśl, że będzie tylko lepiej, że jest w porządku i – że w ogóle ogarnij się. Nagle sofa staje się ostatnim miejscem, w którym chciałbyś się znajdować. Płyń, tym razem z prądem.

Coś wstało i wyszło przez zamknięte wcześniej drzwi. Idź i nie wracaj.

Coś siedzi

To myśl, na której wspomnienie tracisz ochotę do wszystkiego. Każde potknięcie, niedociągnięcie, słowa niewypowiedziane, czyny niewykonane. Coś co mogło, ale się nie zdarzyło. Tęsknota za czymś, co nigdy się nie stanie. Zatrać się, jednocześnie omijając rzeczywistość. Incepcja nie pomaga.

To zwątpienie, które obezwładnia. “Nie uda ci się”, “nie masz czasu”, “nie potrafisz”, “nie dasz rady”, “po co”, “to nie ma sensu”. Wmawianie sobie bzdur w niczym nie pomaga. Zazwyczaj jest to wiadome, ale łatwiej jest wątpić. Po cóż się męczyć, prawda?

To pragnienie, które się nie ziściło. Czasu i swych decyzji cofnąć się nie da. Można za to być podświadomie wściekłym i auto-sabotaż dostajemy w pakiecie. Wybaczyłeś i ruszyłeś dalej. Ok. Twój mózg jest innego zdania.

To pewność siebie, która nie istnieje. Niewyraźny jesteś, pokaż jaki prowadzisz plastikowy żywot. Niewielkie turbulencje i tracisz opanowanie. Byle tylko, byle by. Byle ja, byle o mnie. Byle na niby, byle coś.

To leń, co dziwne rzeczy podpowiada. Oczywiście wierzysz w te brednie. Nie chce mi się, będę nic nie robić. Parę chwil później przechodzisz kryzys egzystencjalny, bo przecież nic nie zostało zrobione! Jak to? Tak to. Ufasz leniowi.

To stabilność typu peleryna niewidka, prawie nieobecna. Temat jest częsty, ale niewidoczny, ciążący, ale przeźroczysty, ważny, ale po prostu nie widać. Dążysz do perfekcji w zakłamanych realiach. Może kiedyś w końcu złapiesz swój własny ogon.

To głęboka zaduma, że jaki, jak. Stało się i się od-stać nie może. Coś skomplikowanie prostego, wiecznie nachodzącego. Pozornie nic i ok, a jednak wisi i śmierdzi. Zmienić nie można, rozmyślać za to i rozpamiętywać, zawsze! Wypierz te brudy.

To naglące cele. Twoja płomiennie bierna motywacja, fałszywie podtrzymuje narastające wymysły. Nie nadążasz, siadasz na sofie, rozmyślasz i…cykl się zamyka.

Coś siedzi i wstać nie potrafi.

Przesadzony przełożony

Kpiną jest mieć stanowisko kierownicze bez określonej charyzmy i umiejętności logicznego myślenia. Wystarczy jedna osoba a twoja nowa i ekscytująca praca okazuje się być obozem przetrwania. Brzmi znajomo, prawda? Są to przesadzeni szefowie. Cóż za typ, tej.

Przesadzeni, bo wszystko odbywa się na zasadzie efektu motyla. Wyolbrzymianie małych, nic nie znaczących rzeczy to ich ulubione zajęcie. Po co ten zbędny stres i wykrzykiwanie. Tyle emocji można byłoby uniknąć, jeśli sprawy byłyby prowadzone inteligentnie. Ah jej. Zapomniałam, że przecież tak nie potrafisz. Idź sobie zrób kawę, szefuniu. A najlepiej siedem, to nie będzie cię widać za często.

Nawet nie próbuj popełnić błędu, bo pan przesadzony przełożony tylko na to czyha. Jakby oni mogli przeoczyć tupnięcie nóżką (albo kłodą), co by pokazać wszem i obec, że umieją warczeć bez powodu. Lepiej nie dmuchać im w piórka. Chyba, że chcesz ujrzeć transformację w diabła tasmańskiego. Dodam tylko, że chodzi o błąd typu “dlaczego tabelka wklejona jest prosto a nie krzywo”. Uciekaj!

Ty krzykaczu. Nie potrzeba podnosić głosu, gdy tłumaczony jest problem bądź zadane jest proste pytanie. Zwyczajnie jest to…przesadzone. Warto nabrać perspektywy i wysłuchać obu stron. Niestety, para uszu Pana szefa, słucha tylko swoich narcystycznych myśli. Utoniesz człowieku w swym samouwielbieniu.

Nie rozumiem skąd te oczekiwania na wczoraj. Komunikacja na poziomie iście dennym, nie wytłumaczone obowiązki, wygórowane wymagania – robota potrzebujesz, co ci ten cały bajzel ogarnie. Chociaż z tobą to i w tym przypadku pojawi się error. Kosmos.

Niezależnie od efektów, twoje metody są zawsze banalnie złe. Masz robić tak, jak jest to narzucane, inaczej jesteś głupi. Nieważne, że wyrabiasz normy a twój sposób jest kategorycznie spójniejszy i szybszy. Waruj robaczku, ale tak wedle wzoru. Co z tego, że może być lepiej, jak już jest wręcz idealnie. Niech wszyscy złapią się za ręce i zatańczą w kółeczku dla szefa, w ramach ubóstwiania.

Nie trzeba się mądrzyć, gdy przedstawiasz swoje opinie. Rację może mieć ktoś inny, ale ty Panie szefie tego nie widzisz. Umysł zaślepia zachłanność i wyzysk na każdym możliwym kroku. Nic się nie liczy. No chyba, że pieniądze. Proponuję się tak nie przywiązywać, dzisiaj Pan ma, jutro może Pan nie mieć.

Następnym razem, gdy zmieniasz zdanie co pare dni, proponuję robić notatki, bo sam za tym nie nadążasz i nie wiesz czego chcesz. Problem z oczekiwaniami jest wprost nieproporcjonalny do realnej sytuacji oraz bezwzględnie zależny od humoru. Może czekolady albo budyniu? Chwila. To nic nie da. Wszystko musi być tak jak ty sobie życzysz, więc zjedz sobie buraczki na przykład. Motyw pasuje.

Miejsce pracy to nie przedszkole. No chyba, że dla Pana szefa. Proszę się nie martwić, doniosę szpadel i samochodzik do piaskownicy pod biurkiem. Tak, wszyscy wiedzą – jest Pan wyjątkowo niekompetentny. Proszę iść do domu i się tam cholera jasna przesadzić albo dosadzić.

Szczury, lisiory i inne stwory

Nawet nie wiem od czego zacząć. Są takie sytuacje, że obserwuję i nie wiem co mam myśleć. Są to również jedne z tych chwil, w których pierwsze co przychodzi do głowy jest nasze piękne polskie słownictwo, bardzo adekwatne do okoliczności. Och, możliwości uzewnętrznienia się są wręcz wyborne.

Stoję w kolejce po kurczaka i 6 plasterków salami. Przychodzi moja kolej a tu znienacka starsza Pani, wpycha się bezczelnie jakby nic ją nie obowiązywało. Miałam dobry humor, odpuściłam. W głowie tylko “eh, typowy syndrom paweła”. Dumny paw, ma wszystko w… piórach. Jak ja uwielbiam je czasem wyrywać!

Jestem w pracy. Wyrabiam normy, robię swoje, czasem się nawet udzielam. Czego nie lubię? Podlizywania się, nachalności, egoizmu i braku jakiejkolwiek logiki. Byle szybko, byle ja. Ja! Ja jestem najlepszy. Brzmi znajomo? Witam cię szczurobiurwie.

Wchodzę do pociągu Intercity. Każdy ma obowiązek wykupienia miejsca. Wiara wpycha się do wagonu, jakby rozdawali nagrody, że kto pierwszy. W efekcie korytarze są pozapychane i każdy irytuje się, że co tak długo. Czyż nie cebule?

Idę do pączkarni. Jest 5 ostatnich sztuk mojego ulubionego nadzienia. Zastanawiając się, weszła babeczka, prawie biegiem i krzykiem oznajmia przede mną, że chce całe 5 pączków. Kpina. Co za lisiorstwo. A bądź sobie nawet i grubym liskiem. Zachłanność nigdy nie popłaca.

Zmierzam ku bibliotece. Mam ochotę poczytać coś z science-fiction. Pytam się Pani bibliotekarki co fajnego poleca, po czym otrzymuję odpowiedź: “dział science-fiction jest po prawo”. Aha. Ktoś tu chyba jest za karę, Pani uszczypliwa szczypiornico.

Czekam za Panem lekarzem. Jako, że wysłano mnie z medycyny pracy, mam pierwszeństwo. Jest to także napisane na drzwiach do gabinetu. To jest moi drodzy środowisko piejących szczekaczy. Jak to jest możliwe, że ja jestem pierwsza jak to on ma numer jeden w kolejce? Tak to, a teraz cicho.

Dzwonię, aby zapytać o sprawę, która nie jest klarownie wyjaśniona w internecie. Po 10 godzinach oczekiwania oraz 4 przekierowaniach dostaję odpowiedź “proszę sprawdzić na stronie”. Opowiadam o co chodzi: “to niemożliwe”. Pytam: “więc co jest możliwe?” Odpowiedzi nie uzyskałam. Eh, te kameleony. Głośne to, a ile jeszcze w dodatku udaje, że się na czymś zna.

Jestem świadkiem kłótni relacji matka – 5-10letnie dziecko. Jak to dziecko, chciało batonika. Mama nie pozwoliła. Krzyków nie było końca. W końcu mama nie wytrzymała, żyłka pękła i tym piekielnym głosem: “ty materialistko jedna! nic ci nie kupię, rozumiesz?”. Czy trzeba aż tak po diabelsku? Buractwem się spraw nie załatwia. Tym bardziej z dziećmi.

Nosz kurka wodna, ileż tego jest.

5 Gründe, warum man nie fehlerfreies Deutsch sprechen wird

*Bitte beachte, dass dieser Beitrag nur Spaß ist. Es ist einfach ein Scherz. Es passiert nicht für alle Ausländer. Aber es kann.

  1. Deutschland ist voll mit Dialekten.

Na ja. Die Leuten von Nord werden nicht mit den Leuten von Süd kommunizieren. Es gibt Sachsen und Bayern. Da spricht man fast eine andere Sprache. Es gibt Hochdeutsch und Plattdeutsch. Es gibt lustige Worte in allen Städten. Es gibt alles auf einmal.

  1. Du wird immer jemanden mit einem starken Akzent treffen.

Jedes mal, wenn du selbstbewusst mit deine Deutschkenntnissen bist – wirst du jemanden treffen, der es ändern wird. Jedes verdammt mal. Sprichst du Deutsch? Super! Was für ein Deutsch? Woher kommst du? Es ist alles kompliziert.

  1. Fast niemand benutzt die einfachen Wörter.

Wofür? Es gibt viele Wege etwas zu erklären. Bei vielen Wegen meine ich sehr viele Wege. Vor allem Worte, die man nicht übersetzen kann. Natürlich ist es gut und macht diese Sprache interessant. Es ist aber nicht einfacher für die Ausländer.

  1. Grammatik wird einem Kopfschmerzen geben

Der, die oder das? Wähle bitte, das weiß man nicht genau. Gibt es auch zweimal, wenn du möchtest. Deutsche Grammatik ist vielleicht nicht so schwer aber speziell. Man muss viel üben. Für viele Leute ist es der erste Grund Deutsch nicht weiter zu lernen. Alles kommt mit der Zeit meine Lieben.

  1. Der Fehler ist dein neuer Freund

Versuch mal gut zu sprechen und dann…versuch noch einmal, weil du einen Fehler gemacht hast. Hast du es nicht bemerkt? Es ist normal. Vielen Fehler machen ist in Deutsch normal. Es kann deine Muttersprache sein und du machst Fehler oder denkst über “wie soll ich es sagen” ein bisschen zu lange nach.

Die meisten Sprachschulen vorbereiten nicht gut. Ich habe Deutsch für 6 Jahre gelernt und danach hatte ich Problemen mit jemandem zu kommunizieren. Warum? Ich habe zu viel Mist gelernt, den ich jetzt gar nicht benutze.

Alle diese Gründen zeigen Deutsch als eine einzigartige und ein bisschen seltsame Sprache. Es ist nur mein Erfahrung. Keine Sorge. Mach einfach weiter. Viel Spaß und…Glück!