Coś siedzi

To myśl, na której wspomnienie tracisz ochotę do wszystkiego. Każde potknięcie, niedociągnięcie, słowa niewypowiedziane, czyny niewykonane. Coś co mogło, ale się nie zdarzyło. Tęsknota za czymś, co nigdy się nie stanie. Zatrać się, jednocześnie omijając rzeczywistość. Incepcja nie pomaga.

To zwątpienie, które obezwładnia. “Nie uda ci się”, “nie masz czasu”, “nie potrafisz”, “nie dasz rady”, “po co”, “to nie ma sensu”. Wmawianie sobie bzdur w niczym nie pomaga. Zazwyczaj jest to wiadome, ale łatwiej jest wątpić. Po cóż się męczyć, prawda?

To pragnienie, które się nie ziściło. Czasu i swych decyzji cofnąć się nie da. Można za to być podświadomie wściekłym i auto-sabotaż dostajemy w pakiecie. Wybaczyłeś i ruszyłeś dalej. Ok. Twój mózg jest innego zdania.

To pewność siebie, która nie istnieje. Niewyraźny jesteś, pokaż jaki prowadzisz plastikowy żywot. Niewielkie turbulencje i tracisz opanowanie. Byle tylko, byle by. Byle ja, byle o mnie. Byle na niby, byle coś.

To leń, co dziwne rzeczy podpowiada. Oczywiście wierzysz w te brednie. Nie chce mi się, będę nic nie robić. Parę chwil później przechodzisz kryzys egzystencjalny, bo przecież nic nie zostało zrobione! Jak to? Tak to. Ufasz leniowi.

To stabilność typu peleryna niewidka, prawie nieobecna. Temat jest częsty, ale niewidoczny, ciążący, ale przeźroczysty, ważny, ale po prostu nie widać. Dążysz do perfekcji w zakłamanych realiach. Może kiedyś w końcu złapiesz swój własny ogon.

To głęboka zaduma, że jaki, jak. Stało się i się od-stać nie może. Coś skomplikowanie prostego, wiecznie nachodzącego. Pozornie nic i ok, a jednak wisi i śmierdzi. Zmienić nie można, rozmyślać za to i rozpamiętywać, zawsze! Wypierz te brudy.

To naglące cele. Twoja płomiennie bierna motywacja, fałszywie podtrzymuje narastające wymysły. Nie nadążasz, siadasz na sofie, rozmyślasz i…cykl się zamyka.

Coś siedzi i wstać nie potrafi.

Advertisements

Professional-ish

I live in a funny fairy-tale where people care about what they’re doing so the job is done just about right. Decent foundations and clear work morals are something we shouldn’t discuss – it’s already there. Wait… what?

Dear Ms.Nurse, share your knowledge with grace when I’m asking about who is the last person in the line. I’m there to get help not to make your day harder.

HR Department. Three different teams and nobody has read my resume. It must be hard reckoning to improvise questions for a job vacancy. How Rude.

Hey, Mr.Shipping! How about being a bit nicer? Yes, the driver is late and no, he will not make it on time. There is a giant traffic jam and there is nothing you can do about that.

Lady Secretary from the firm X. When I’m calling you with a very specific question it means I couldn’t find an answer anywhere else. Oh, boi. It must have hurt to use a brain.

Financial dude. Please don’t make the fool out of me. We don’t have to know everything. You’re here to advise me not to mock me.

Puh-lease.

Surprise

It isn’t easy to surprise me. Recently a few stuff has happened that blew my mind. Yes, I was surprised. It’s actually quite confusing. These are some of them:

1. Whistling as a method to calm somebody down.

No joke here. It happened during some silly fight. Suddenly things got out of control. A perfect way to solve it? Whistling! Yes, we are dogs. We know exactly what to do when you’ll whistle. No harmony. Whistle your issues away, that’s cool.

2. Kissing mommy on the mouth.

Grown-ass men kissing his mother on the mouth. Oh, boi. I could understand that sometimes a relationship between a son and the mother is close and special, but let’s be real – it’s disgusting. You’re kissing your mom and a few hours later your wife or your girlfriend? Poor woman.

3. Having a direct tattoo on the throat.

You have every right to express yourself the way you want, I respect that. Please, consider your tattoo not to be angry grizzly on your throat. Especially when your face is cute! Sorry, I would never take it seriously. That grizzly would have sucked my attention every time.

4. Being asked a weird question on the street.

Typical Tuesday. I’m coming back home from work and some teenage girl is asking me if I would want an ice cream. I should mention: it’s obviously cold. The girl wasn’t bothered by it, wearing a top that revealed her tummy. Nope, I didn’t take it.

5. Drinking beer at work.

Sorry but wtf?! Ok, you’re the boss, I get it. You’re also an example, moron. If you’re drinking the beer, can I as well? Can everybody? I don’t see any logic here. Unless it’s just the show-off, like “I can do whatever I want, but you must follow the rules”. It’s highly disrespectful not to mention unprofessional.

Mäh.

Mindfully irritating

There are few behaviors that I will never understand. Ever. It doesn’t surprise me anymore but it makes me feel quite overwhelmed that those are largely common and nobody bats an eye.

I’m lending the book from the public library. It’s a guide to improve your language so as you can imagine, it’s full of exercises. What do people do? They’re writing in the book with their pen as they own it.

I’m driving through the city. Trash everywhere. Trash next to the road and trash on the lawn or in every possible angle. What do people do? They’re littering because they don’t care and don’t respect our environment.

I’m in the Bahn, standing. Rush hours. Pregnant lady, with a visible belly, comes to my area. What do people do? They look the other way. Especially women.

I’m in the supermarket, going through stuff. I see some things that don’t belong to this specific area. What do people do? They’re leaving products on the shelves randomly. No respect for Ordnung!

I’m entering a public toilet. I want to do to my business there but I’m choosing to abort the place instead. What do people do? They’re not flushing, leaving the used paper on the floor, peeing on the floor and in the end, everything looks and smells like some kind of battlefield.

What a mockery.

Przesadzony przełożony

Kpiną jest mieć stanowisko kierownicze bez określonej charyzmy i umiejętności logicznego myślenia. Wystarczy jedna osoba a twoja nowa i ekscytująca praca okazuje się być obozem przetrwania. Brzmi znajomo, prawda? Są to przesadzeni szefowie. Cóż za typ, tej.

Przesadzeni, bo wszystko odbywa się na zasadzie efektu motyla. Wyolbrzymianie małych, nic nie znaczących rzeczy to ich ulubione zajęcie. Po co ten zbędny stres i wykrzykiwanie. Tyle emocji można byłoby uniknąć, jeśli sprawy byłyby prowadzone inteligentnie. Ah jej. Zapomniałam, że przecież tak nie potrafisz. Idź sobie zrób kawę, szefuniu. A najlepiej siedem, to nie będzie cię widać za często.

Nawet nie próbuj popełnić błędu, bo pan przesadzony przełożony tylko na to czyha. Jakby oni mogli przeoczyć tupnięcie nóżką (albo kłodą), co by pokazać wszem i obec, że umieją warczeć bez powodu. Lepiej nie dmuchać im w piórka. Chyba, że chcesz ujrzeć transformację w diabła tasmańskiego. Dodam tylko, że chodzi o błąd typu “dlaczego tabelka wklejona jest prosto a nie krzywo”. Uciekaj!

Ty krzykaczu. Nie potrzeba podnosić głosu, gdy tłumaczony jest problem bądź zadane jest proste pytanie. Zwyczajnie jest to…przesadzone. Warto nabrać perspektywy i wysłuchać obu stron. Niestety, para uszu Pana szefa, słucha tylko swoich narcystycznych myśli. Utoniesz człowieku w swym samouwielbieniu.

Nie rozumiem skąd te oczekiwania na wczoraj. Komunikacja na poziomie iście dennym, nie wytłumaczone obowiązki, wygórowane wymagania – robota potrzebujesz, co ci ten cały bajzel ogarnie. Chociaż z tobą to i w tym przypadku pojawi się error. Kosmos.

Niezależnie od efektów, twoje metody są zawsze banalnie złe. Masz robić tak, jak jest to narzucane, inaczej jesteś głupi. Nieważne, że wyrabiasz normy a twój sposób jest kategorycznie spójniejszy i szybszy. Waruj robaczku, ale tak wedle wzoru. Co z tego, że może być lepiej, jak już jest wręcz idealnie. Niech wszyscy złapią się za ręce i zatańczą w kółeczku dla szefa, w ramach ubóstwiania.

Nie trzeba się mądrzyć, gdy przedstawiasz swoje opinie. Rację może mieć ktoś inny, ale ty Panie szefie tego nie widzisz. Umysł zaślepia zachłanność i wyzysk na każdym możliwym kroku. Nic się nie liczy. No chyba, że pieniądze. Proponuję się tak nie przywiązywać, dzisiaj Pan ma, jutro może Pan nie mieć.

Następnym razem, gdy zmieniasz zdanie co pare dni, proponuję robić notatki, bo sam za tym nie nadążasz i nie wiesz czego chcesz. Problem z oczekiwaniami jest wprost nieproporcjonalny do realnej sytuacji oraz bezwzględnie zależny od humoru. Może czekolady albo budyniu? Chwila. To nic nie da. Wszystko musi być tak jak ty sobie życzysz, więc zjedz sobie buraczki na przykład. Motyw pasuje.

Miejsce pracy to nie przedszkole. No chyba, że dla Pana szefa. Proszę się nie martwić, doniosę szpadel i samochodzik do piaskownicy pod biurkiem. Tak, wszyscy wiedzą – jest Pan wyjątkowo niekompetentny. Proszę iść do domu i się tam cholera jasna przesadzić albo dosadzić.

Social media crap

We all have it and we all use it (or most of us at least). The right issue is how! How are we using it? Well, we are communicating through it and maybe picture uploading from time to time but in many cases that’s just not bloody enough. What am I talking about? Oh, pure madness.

There is usually at least one friend who is uploading pictures almost every day. Common, let us miss you a bit! We don’t have to know at what stage is your cleaning looking by your selfie reflection in your bathroom or bedroom.

Bunch of them are uploading anything for show-offs like the vacation, the quick trip to the next town, Friday night adventures and much similar irrelevant info. No, you are not cooler or funnier than others. You’re just lucky and tomorrow it can all change.

Have I mentioned babies? Sure, mostly they’re cute and blah but do I have to know what they’re wearing and how they’re pooping? Nah. I don’t know when babies became a tool to show off but it’s quite…childish.

Wedding dramas. This is like never ending story – lasts for weeks. Blah blah I’m happy for you, now change your last name everywhere and shut up. You’re not different than any other lady. It was just one night and you’ve lost a lot of money. Congratulations.

They say: “nobody is forcing you to use it”. Please, have a look around. Almost everything is plugged to some social platform. Almost every company, every business is on social media. How am I suppose to work with it, without getting annoyed? They say: “just click unfollow”. Done that. It doesn’t stop new persons to evolve and become this annoying social monster though.

How about NO.

O co ci chodzi?*

*wersja druga, a raczej jadu ciąg dalszy.

Po co tak próbujesz udowodnić wokół, że umiesz i potrafisz więcej? Czasem ci się uda, częściej nie. W efekcie jest spięta atmosfera, bo czujesz się zagrożony jakąś kompletną bzdurą. Każdy jest inny, co nie znaczy lepszy lub gorszy. Inny.

Dlaczego mi umniejszasz, kiedy popełniam błędy? Poczekaj, ty jesteś taki rezolutny i wspaniały! Nie, jesteś przemądrzały człowieku. Masz kompleks władzy i nie rozumiesz, że uczymy się całe życie. Nie dotrze to do ciebie, bo już przecież wszystko wiesz.

Czego tak zazdrościsz? Inni mają, a ty nie. Inni są piękniejsi, a ty nie. Inni posiadają więcej i bardziej, a ty nie. W ogóle to niech tylko ciebie pomyślność nie opuszcza, a hołota niech patrzy i podziwia. Uważaj cebulko, bo zaraz szczypiorek wyrośnie.

Czy zawsze musi być tak jak ty chcesz, bo inaczej będzie źle? Musi, to jest jedyny sposób i basta. Oczywiście. Ośle uszy zasłaniają oczy i uniemożliwiają zmianę nastawienia. Na polanę, ale już!

Od kiedy odmienność zdań powoduje agresję i poczucie bycia zaatakowanym? Marian, uspokój się. Świat nie kręci się wokół ciebie. Jak nie wierzysz to zapoznaj się z panem Kopernikiem. Nie mów, że i Mikołajowi się za coś dostanie?

Skąd bierze się w tobie tyle dumy i zadufania? Stale krytykujesz, wypominasz i poprawiasz. Chyba cię coś boli. Oceniając kogoś proponuję wpierw zacząć od siebie. Uwierz mi, ubawisz się wtedy bardziej. No chyba, że lustro ci nie działa.

Panie, weź pan.