Przesadzony przełożony

Kpiną jest mieć stanowisko kierownicze bez określonej charyzmy i umiejętności logicznego myślenia. Wystarczy jedna osoba a twoja nowa i ekscytująca praca okazuje się być obozem przetrwania. Brzmi znajomo, prawda? Są to przesadzeni szefowie. Cóż za typ, tej.

Przesadzeni, bo wszystko odbywa się na zasadzie efektu motyla. Wyolbrzymianie małych, nic nie znaczących rzeczy to ich ulubione zajęcie. Po co ten zbędny stres i wykrzykiwanie. Tyle emocji można byłoby uniknąć, jeśli sprawy byłyby prowadzone inteligentnie. Ah jej. Zapomniałam, że przecież tak nie potrafisz. Idź sobie zrób kawę, szefuniu. A najlepiej siedem, to nie będzie cię widać za często.

Nawet nie próbuj popełnić błędu, bo pan przesadzony przełożony tylko na to czyha. Jakby oni mogli przeoczyć tupnięcie nóżką (albo kłodą), co by pokazać wszem i obec, że umieją warczeć bez powodu. Lepiej nie dmuchać im w piórka. Chyba, że chcesz ujrzeć transformację w diabła tasmańskiego. Dodam tylko, że chodzi o błąd typu “dlaczego tabelka wklejona jest prosto a nie krzywo”. Uciekaj!

Ty krzykaczu. Nie potrzeba podnosić głosu, gdy tłumaczony jest problem bądź zadane jest proste pytanie. Zwyczajnie jest to…przesadzone. Warto nabrać perspektywy i wysłuchać obu stron. Niestety, para uszu Pana szefa, słucha tylko swoich narcystycznych myśli. Utoniesz człowieku w swym samouwielbieniu.

Nie rozumiem skąd te oczekiwania na wczoraj. Komunikacja na poziomie iście dennym, nie wytłumaczone obowiązki, wygórowane wymagania – robota potrzebujesz, co ci ten cały bajzel ogarnie. Chociaż z tobą to i w tym przypadku pojawi się error. Kosmos.

Niezależnie od efektów, twoje metody są zawsze banalnie złe. Masz robić tak, jak jest to narzucane, inaczej jesteś głupi. Nieważne, że wyrabiasz normy a twój sposób jest kategorycznie spójniejszy i szybszy. Waruj robaczku, ale tak wedle wzoru. Co z tego, że może być lepiej, jak już jest wręcz idealnie. Niech wszyscy złapią się za ręce i zatańczą w kółeczku dla szefa, w ramach ubóstwiania.

Nie trzeba się mądrzyć, gdy przedstawiasz swoje opinie. Rację może mieć ktoś inny, ale ty Panie szefie tego nie widzisz. Umysł zaślepia zachłanność i wyzysk na każdym możliwym kroku. Nic się nie liczy. No chyba, że pieniądze. Proponuję się tak nie przywiązywać, dzisiaj Pan ma, jutro może Pan nie mieć.

Następnym razem, gdy zmieniasz zdanie co pare dni, proponuję robić notatki, bo sam za tym nie nadążasz i nie wiesz czego chcesz. Problem z oczekiwaniami jest wprost nieproporcjonalny do realnej sytuacji oraz bezwzględnie zależny od humoru. Może czekolady albo budyniu? Chwila. To nic nie da. Wszystko musi być tak jak ty sobie życzysz, więc zjedz sobie buraczki na przykład. Motyw pasuje.

Miejsce pracy to nie przedszkole. No chyba, że dla Pana szefa. Proszę się nie martwić, doniosę szpadel i samochodzik do piaskownicy pod biurkiem. Tak, wszyscy wiedzą – jest Pan wyjątkowo niekompetentny. Proszę iść do domu i się tam cholera jasna przesadzić albo dosadzić.

Advertisements